czwartek, 15 lutego 2018

DENKO #20: BALSAMY, KREMY, MASKI NA TKANINIE I MAKIJAŻ

Dzień dobry! Korzystając z okazji, że choroba uziemiła mnie w domu, zabrałam się za porządki i nadrabianie zaległości blogowych. Pudełko z pustymi opakowaniami już dawno domagało się opróżnienia, więc zapraszam Was na moje ostatnie zużycia. Będzie sporo pielęgnacji, trochę makijażu i kilka kosmetycznych perełek.


# OILLAN Hydro - aktywny krem do twarzy
W hitach pielęgnacyjnych 2017 wspominałam, że testowałam sporo naprawdę dobrych produktów, ale nie potrafiłam spośród nich wyłonić ulubieńca, do którego chciałabym wrócić. Krem Oillan był jednym z pretendentów do tego tytułu. Jest przeznaczony do cery suchej, odwodnionej i wrażliwej, czyli dokładnie takiej jak moja.  Marka postawiła na bardzo bogaty i treściwy skład, którego nie czuć w konsystencji, ale zdecydowanie widać w działaniu. Kwasu hialuronowy reguluje nawilżenie, olej z ogórecznika lekarskiego przywraca skórze elastyczność i gładkość, masło shea wzmacnia naturalny system ochronny skóry, a witamina E chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Dla mnie największym plusem było to, że faktycznie długotrwale nawilżał, co czułam nawet pod mocno zastygającym matowym podkładem. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że skóra była uspokojona, nie pojawiały się na niej nieprzyjemne niespodzianki, a do tego była rozjaśniona i wygładzona.


# ISANA Chia & Babassuoil - krem do ciała
Produkt, do którego zakupu skusiło mnie opakowanie i zastosowanie nasion chia. Niestety oprócz zawartości (śladowej...) oleju babassu i oleju z nasion chia jego bazą jest gliceryna, więc spora część z Was już na dzień dobry może się z nim nie polubić. Po aplikacji produkt pozostawia tłustą białą warstwę, która nie chce się wchłaniać. Zapach jest nijaki, perfumowany i przy dłuższym stosowaniu drażniący. Zdenkowanie było dla mnie męczące, niezbyt przyjemne i skutecznie zniechęciło mnie do testowania pozostałych wariantów z serii.


# EVREE Ocean Velvet - balsam do ciała
Dobrze wiecie, że bardzo lubię balsamy tej marki, bo wielokrotnie wspominałam już o tym na blogu. Jakiś czas temu marka wprowadziła dwie nowe linie, których od samego początku byłam bardzo ciekawa. Poprzednie linie koncentrowały się przede wszystkim na regeneracji skóry. Seria Ocean Velvet skupia się raczej na jej wygładzeniu oraz poprawieniu kolorytu i wyglądu. W składzie znajdziemy m.in. algi koralowe, brunatne i bursztynowe oraz olej ryżowy. Balsam niesamowicie wygładził moją skórę, jednak nie zapewnił jej nawilżenia, które daje czerwona i biała wersja. Zatem jeśli Waszym problemem jest pozbawiona witalności szorstka skóra ten produkt może sprawdzić się u Was.

# L'BIOTICA algi oceaniczne - maska na tkaninie
Uwielbiam maski na tkaninie! Kocham je miłością wielką i od jakiegoś czasu dość rzadko sięgam po tradycyjne maseczki. O serii maseczek L'biotica, które są dostępne np. w Hebe lub ich aptekach, słyszałam wyłącznie pozytywne opinie. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko była na nie promocja od razu złapałam kilka sztuk do testowania. Algi mają chronić komórki przed niedotlenieniem skóry, a zawarty w masce kolagen zwiększyć jej jędrność i działać odmładzająco. Minusem był dla mnie rodzaj zastosowanej tkaniny, która już po niecałych 10 minutach nadawała się do ściągnięcia. Potem były już same plusy - efekt zauważyłam od razu po pierwszym użyciu, skóra była bardzo mocno nawilżona i zregenerowana. Wyglądała na niesamowicie zdrową i odżywioną, jak po najlepszym zabiegu kosmetycznym. Wyraźnie poprawiony wygląd skóry utrzymał się u mnie prawie tydzień (!!!), w tym czasie wyraźnie lepiej wyglądał na niej cały makijaż. Później efekt podtrzymywałam resztką esencji, której w opakowaniu było bardzo dużo. Jeśli będziecie mieć okazję ją kupić to szczerze polecam.
W innym temacie - jesteście ciekawe moich patentów na nakładanie i przedłużanie działania masek w płacie? Sposobach na wyciągnięcie z ich działania 100% mocy i najczęściej popełnianych błędach? Dajcie znać w komentarzach czy macie ochotę na taki post :)


# JANDA Witam Krem pod oczy
Jeden z produktów, który znalazł się w zestawieniu ulubieńców kosmetycznych w kategorii kremów pod oczy. Kosmetyki Jandy robią bardzo pozytywne wrażenie, i chociaż przeznaczone do skóry bardziej dojrzałej, bardzo się z nimi polubiłam. Krem jest idealnym produktem na dzień, świetnie sprawdza się pod makijaż. Zapewnia dobry poziom nawilżenia i wygładzenia, ale na noc wolę bardziej skoncentrowane produkty.

# CATRICE Long Lasting Brow Definer - pisak do brwi
Świetny i tani produkt, który sprawił, że wreszcie tak naprawdę zajęłam się ujarzmianiem moich brwi. Można nim uzyskać delikatny efekt oraz równy mocno wyrysowany kształt. Mój kolor to 30 Chocolate Brown, bardzo ładny i chłodny odcień brązu. Produkt jest trwały i bardzo prosty w aplikacji, bo szybko możemy dorysować nim bardzo naturalnie wyglądające włoski.


# BELL Secretale - matujący puder nr 02
Pierwszy raz pokazywałam go na blogu w ulubieńcach kwietnia i już wtedy byłam zachwycona jego działaniem. Jednak najlepszą rekomendacją w tym przypadku wciąż wydaje mi się fakt, że po prostu go zużyłam. Przyznajcie same, ile pudrów denkujecie? Na pewno tylko te, które są Waszymi ulubieńcami, nie robią niespodzianek, świetnie dogadują się z podkładami, są trwałe i dobrze utrwalające, wyglądają naturalnie... Ten puder jest dokładnie taki.


# WIBO Fixing Powder - półtransparenty puder matujący
Drugi zdenkowany puder, a właściwie kolejne opakowanie tego właśnie produktu. Dobrze utrwala makijaż, zapewniając matową skórę przez cały dzień. Nie zatyka porów i nie robi efektu maski. To produkt z rodzaju grubiej zmielonych, tanich, drogeryjnych pudrów, do którego chętnie wracam. Jedyny minus, który zauważyłam to fakt, że pod oczami nie wygląda już tak dobrze jak kiedyś. Parę razy zdarzyło mu się podkreślić i wejść w zmarszczki oraz wysuszyć strefę pod oczami. Od tej pory na te okolice wybieram inne pudry, a Wibo używam na resztę twarzy.


# EVREE Magic Rose - różany tonik do twarzy
 Odkąd odkryłam jak znakomicie woda różana wpływa na stan mojej skóry już nie umiem się z nim rozstać. Na zdjęciu widzicie wersję w starym i nowym opakowaniu. Produkt jest przeznaczony do skóry mieszanej i, chociaż ja mam raczej suchą i wrażliwą, spisuje się świetnie. Przy długotrwałym zastosowaniu zauważyłam, że wycisza zaczerwienienia, nawilża i poprawia kondycję skóry. Osobiście uwielbiam ten moment, gdy rano i wieczorem spryskuję twarz - działa to niesamowicie orzeźwiająco i pobudzająco! Tonik rozpylam dość obficie bezpośrednio na twarz, szyję i dekolt. Nigdy nie używam wacika, bo przecież kosmetyk ma wchłonąć skóra! Czekam chwilę (przeważnie wtedy myję zęby) i nakładam pozostałą pielęgnację w postaci serum i kremów.

# YOPE Herbata & Mięta - naturalny krem do rąk
Ulubieniec wśród kremów do rąk - nawilża i łagodzi podrażnienia. Do tego jego skład to w 98% składniki pochodzenia naturalnego, Ogromny plus za to, jak szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Na początku uzależnił mnie swoim orzeźwiającym zapachem, też tak macie? Wysoko w składzie znajdują się oleje i masło shea, wszystko to, z pewnością zauważycie w działaniu. Jeśli jeszcze go nie miałyście to nie warto się zastanawiać :)

# HADA LABO - przeciwzmarszczkowa nawilżająca maska na tkaninie
Marka, która z rozmachem weszła do Rossmann'a i wokół której zrobił sie niezły szum. Kosmetyki made in Japan idealnie wpasowują się we wciąż żywy trend koreańskiej pielęgnacji. Przyznam, że testowanie rozpoczęłam z dość dużymi oczekiwaniami, a produkt okazał się... najwyżej przeciętny. Po pierwsze wg mnie problemem jest źle dobrana tkanina - zbyt sztywna, a przez to koszmarnie odklejająca się na brzegach twarzy. Dopasowanie jej i wygładzenie to droga przez mękę, a na koniec i tak nie byłam zadowolona. Poza tym Japonki mają zdecydowanie mniejsze buzie, a wykrój maseczki nie jest dopasowany dla europejek. Otwory na oczy są zbyt małe i wszystko się rozjeżdżało. Działanie było całkowicie przeciętne, skóra była minimalnie bardziej nawilżona. Tkanina bardzo szybko wyschła (jakieś 5 minut zamiast ok. 15min). Ogólnie było to dla mnie rozczarowanie, bo spodziewałam się czegoś więcej.


# SCHWARZKOPF Schauma Cream & Oil - pielęgnujący spray bez spłukiwania
Jeśli macie problem z puszącymi się, odstającymi włosami, które po użyciu suszarki wyglądają na przesuszone, to ten spray jest dla Was. Bardzo wygodna aplikacja atomizerem, przyjemny zapach, który pozostaje na włosach do kolejnego mycia i bardzo dobra wydajność. Niesamowicie wygładza i odżywia włosy, ale ich nie obciąża. Nie można jednak przesadzić z jego ilością. Najczęściej stosuję go na już umyte, mokre włosy i delikatnie wczesuję. Spray ułatwia rozczesywanie, włosy są niesamowicie miękkie i sypkie. Działanie tego produktu opiera się na sporej ilości keratyny, olejków oraz silikonów.

# LIRENE Tan maximizer - utrwalający balsam po opalaniu
Zużyłam go latem zeszłego roku i.. gdzieś zawieruszył się w mojej szufladzie, przez co nie znalazł się w poprzednich denkach. Zawiera odżywczą alantoinę, witaminę C i E oraz wosk z oliwek. Bardzo dobrze radził sobie ze skórą wysuszoną greckim słońcem. Do tego ma przepiękne delikatne drobinki złota, które wyglądają fenomenalnie i nadają skórze wewnętrznego blasku. Daje bardzo przyjemny efekt nawilżenia i ukojenia skóry po długim dniu na słońcu.


# PERFECTA C-Forte - serum
Objawienie! Tak krótko mogłabym opisać to serum. Naprawdę intensywnie regeneruje i jest prawdziwym zastrzykiem dla szarej i zmęczonej skóry. Zwłaszcza teraz, zimą, wydaje się idealnym rozwiązaniem. W saszetce znajduje się naprawdę sporo produktu, bo zamiast na 2 aplikacje wystarczyło mi go na dwa razy tyle (a wcale nie byłam oszczędna!). Idealnie sprawdzi się jako ekspresowa maseczka przed imprezą, albo nardzo skoncentrowany kompres na całą noc. Po prostu jest fenomenalna! Skóra była gładka, świeża, jędrna, wprost nie do poznania!
Serum ma teraz nowe żółto-czerwone opakowanie i znajdziecie je w Rossmannie.


# ALTERRA Bio-owoc granatu & bio-aloes - szampon nawilżający
Czasami sama nie wiem, czy jest sens, żebym wciąż pokazywała Wam ten szampon, ale... po prostu chcę, żebyście wiedzieli, że dla mnie cały czas jest najlepszy. Nie wiem czy kiedykolwiek uda się go zdetronizować, ale jestem mu wierna od kilku lat i raczej się na to nie zanosi. Także tego... jest i lecimy dalej :)

# COLGATE Max White Optic - pasta do zębów
Naprawdę świetna pasta do zębów. Ogólnie jestem fanką past Colgate, a szczególnie uwielbiam serię Max White. Dobrze odświeżają, oczyszczają, usuwają osad i dają efekt lekkiego wybielenia. Uważajcie jednak na wersję Optic, bo jest niebieska i jeśli przez przypadek Wam kapnie - barwi absolutnie wszystko i praktycznie nie da się jej sprać...


# Hylo Fresh - nawilżające krople do oczu
Na co dzień noszę okulary i sporo pracuję przy komputerze. Wiem zatem czym są dobre krople do oczu i praktycznie się z nimi nie rozstaję. Przetestowałam już naprawdę sporo różnych marek i rodzajów, ale moim numerem jeden są właśnie te. Jeśli macie problem z przesuszeniem, swędzeniem, czasem pieczeniem, zdarza się, że bolą Was oczy - koniecznie musicie ich spróbować. Przy regularnym stosowaniu mijają wszystkie te przypadłości, a ulgę czuć już po pierwszym użyciu. To moje kolejne opakowanie i wiem, że wrócę do nich ponownie.
_______________________________________________________________________________

I tak wygląda zestawienie produktów, które ostatnimi czasy udało mi się do końca zużyć. Odkąd, co jakiś czas, na blogu pojawia się projekt denko mam specjalny karton, do którego wrzucam te wszystkie puste opakowania :) Kiedy już nic się w nim nie mieści wiem, że czas na nowy post :)

Dajcie znać, jaka jest wasza opinia o tych produktach. A może udało się Wam zdenkować ostatnio coś ciekawego? Jeśli tylko macie jakieś pytania - piszcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

_________________________________________________

Masz do mnie jakiekolwiek pytanie?
Zadaj je proszę pod najnowszym wpisem.
Dziękuję za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz! ♡


Wszystkie komentarze zawierające autopromocję lub linki
reklamowe nie będą publikowane. Szanujmy siebie nawzajem!
__________________________________________________